Jędrzej Dobrowolski jest jednym z niewielu Polaków, którzy uprawiają narciarstwo szybkie. W tym roku 28-letni zakopiańczyk pobił rekord Polski, który sam ustanowił rok temu. W szwajcarskim Verbier mknął na nartach z prędkością 209,14 km/h!
Odważny Polak opowiedział nam o swoich ostatnich występach.
W dniach od 19. do 21. kwietnia odbywały się zawody Pucharu Świata FIS Speed Ski w szwajcarskim Verbier. Na takich zawodach jest kilka przejazdów, każdy następny ma wyżej usytuowany start. Czyli rozbieg jest dłuższy, a co za tym idzie prędkości są większe. Zwykle te wolniejsze zjazdy w moim wykonaniu są słabsze i dopiero wraz ze wzrastającym rozbiegiem moje przejazdy nabierały wartości.
Tym razem było odwrotnie. Po pierwszym przejeździe zajmowałem 9. pozycję, po drugim 10., ćwierć finał dał miejsce 15. Specjalnie na przejazd półfinałowy i finałowy miałem przygotowane nowe, idealnie przygotowane narty. Miały być piekielnie szybkie. Niestety przed startem, gdy miałem je pierwszy raz na nogach, zobaczyłem, że tył się rozkleił, rozwarstwił. Efekt: półfinał skończyłem na 20. miejscu. Ta pozycja nie wystarczyła, by wziąć udział w finale. Puchar Świata zakończyłem dwudziestą pozycją.
Następnie od 22. do 24. kwietnia rozgrywano zawody Speed Master / Pro Race w tej samej lokalizacji. 22. kwietnia odbył się trening. Przejazdy miałem bardzo dobre – piąte miejsce! Byłem zadowolony i pełen chęci walki. 23. kwietnia pogoda się popsuła i odwołano przejazdy ze względu na bezpieczeństwo. Zapowiedziano trzy przejazdy dnia następnego. 24. kwietnia obchodziłem urodziny. W tym dniu pierwszy przejazd: prędkość 201 km/h dał mi 4. pozycję. Kolejny przejazd półfinałowy: miałem turbulencje i kompresje, ale wytrzymałem i prędkość wyniosła 207km/h, piąte miejsce . Do finału dostała się najlepsza 15. Walczyłem o podium, gdyż z osobami z trzeciej i czwartej pozycji zdarzało mi się wygrać.
Przejazd finałowy odbywał się z samego szczytu góry Mont Fort (3300mnpm). Ruszyłem, czułem, że jest tak szybko, jak nigdy jeszcze nie było. Niesamowite uczucie, to jest jak bycie rakietą! Przed pomiarem czasu jest wypłaszczenie, którego się nie odczuwa jadąc 180 km/h, ale przy 209 km/h dzieje się znacznie więcej. Kompresja (przeciążenie wgniatające zawodnika w ziemię) jest bardzo odczuwalna. Nie zniosłem tego tak, jak bym sobie życzył. Moja pozycja przestała być idealna, przez co zwolniłem. Po przejechaniu strefy pomiaru czasu zegar pokazał 209.14 km/h. Bardzo się cieszyłem z nowego rekordu, choć wiedziałem już, że nie będzie to dobry wynik. Ostatecznie zająłem dziewiąte miejsce.
Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony. Walczyłem o podium z najlepszymi, co daje perspektywy na przyszłość. Teraz trzeba tylko trenować i startować jak najwięcej w przyszłym sezonie, by przełamywać kolejne granice i zajmować dobre pozycje.
Tak czy inaczej, urodziny miałem udane. Prezent zrobiłem sobie nietypowy:). Jednego dnia wykonałem trzy dobre przejazdy, z których każdy był ponad granicę 200 km/h. To był naprawdę ekscytujący dzień.
|