Maja Chyla (UJ Kraków) i Juliusz Kierkowski (AWF Katowice) okazali się najszybsi w ostatniej konkurencji AZS Winter Cup 2025/2026. Najlepszą drużyną w slalomie równoległym została katowicka AWF.
Po kilku słonecznych dniach zakopiańska Harenda zrobiła się szaro-bura. Po nocnym opadzie deszczu śnieg zamienił się w nieprzyjemną maź. Na szczęście pod spodem była jeszcze twarda warstwa, która po odsłonięciu wytrzymała przez cały dzień intensywnej eksploatacji.
Ostatnim akcentem Akademickiego Pucharu Polski jest od kilku lat rywalizacja w formie slalomu równoległego, a smaczku dodają atrakcyjne nagrody dla zwycięzców – tym razem było to po 5000 złotych w bonach na sprzęt.
W rywalizacji indywidualnej prawo startu miało 16 najlepszych pań i panów z klasyfikacji generalnej. U mężczyzn chętnych było jednak tylko 15 – chyba nikt nie chciał w pierwszej rundzie trafić na Juliusza Kierkowskiego, więc ten na rozgrzewkę ścigał się sam ze sobą. Tegoroczne zmagania nie zaowocowały jakimiś wielkimi niespodziankami, dramatami faworytów czy wykreowaniem nowych bohaterów. W niemal wszystkich przypadkach bez większych problemów zwyciężali wyżej rozstawieni alpejczycy. Wyjątkiem był Norbert Wróbel (UJ Kraków), który dotarł do strefy medalowej, a w drabince był rozstawiony jako 14., ale wynikało to tylko z jego absencji i małej liczby zgromadzonych punktów przez cały sezon.
Dla czterech zawodniczek, które rozdawały karty przez cały sezon, pierwsze dwa pojedynki były rozgrzewką i dobrą okazją do zapoznania się z trasami. Na „niebieskiej” w jednym miejscu znajdowało się przełamanie terenu, które niektórym sprawiało kłopoty. Na szczęście wszystkie pojedynki rozgrywane były w formule z rewanżem, więc element szczęścia był właściwie pomijalny. W półfinale zrobiło się naprawdę ciekawie, bo panie jeździły równo i różnice czasowe zdecydowanie zmalały w stosunku do pierwszej fazy rywalizacji. Magdalena Bańdo (UŚ Katowice) odprawiła zdobywczynię dwóch Kryształowych Kul Maję Woźniczkę (UW Warszawa), a Maja Chyla pokonała Patrycję Florek (AWF Katowice), która w tej formule czuła się jak ryba w wodzie. Przyznała, że stając w bramce startowej, zamieniała się w prawdziwą narciarską bestię, co udowodniła, pokonując w małym finale królową sezonu i tym samym zdobywając brąz. Duży finał był okazją do rewanżu, ponieważ para Chyla/Bańdo dostarczyła niesamowitych emocji przed rokiem. Tym razem to Maja okazała się lepsza i mogła cieszyć się ze zwycięstwa.
U panów sytuacja wyglądała podobnie. W czołowej czwórce mieliśmy „pistolety” rozstawione z numerami: jeden (Kierkowski), dwa (Bucki) i cztery (Żyto). Ofiarą wcześniej wspomnianego Norberta Wróbla padła „trójka”, czyli Maciej Schiele (AKF Kraków). Maciek nie wyglądał dziś najlepiej, podobno jakaś infekcja odbiera mu siły, co nie jest najlepszym prognostykiem przed Akademickimi Mistrzostwami Polski. W półfinale „Kiero” rozprawił się z Michałem Żyto, a zeszłoroczny triumfator Mateusz Bucki (AKF Kraków) pożarł Norberta Wróbla. W małym finale mieliśmy więc dwóch zawodników, którzy żegnają się z akademickim ściganiem w tym roku, i pewnie każdy z nich chciał zrobić to z fasonem. Po dwóch przejazdach lepszy okazał się reprezentant Uniwersytetu Jagiellońskiego i (mimo że marzył o złocie) cieszył się z brązu. W wielkim finale Mateusz Bucki robił co mógł, ale na świetnie dysponowanego lidera AWF Katowice nie wystarczyło amunicji. Juliusz pokonał rywala z przewagą 0,45 sek., a po przekroczeniu linii mety wykonał efektownego „Cuche’a”, wyrzucając w powietrze swoje zwycięskie Kästle.
Powiedzieli na mecie:
Norbert Wróbel
Człowiek już nie jest najmłodszy – 26 lat na karku. Tym bardziej cieszę się z tego medalu, bo walczyłem o niego przez cały sezon. Nie było łatwo rywalizować z młodszymi chłopakami. Przygotowanie motoryczne ma tu ogromne znaczenie – gigant w Zawoi dał się we znaki. Dlatego brąz na Harendzie, na mojej rodzimej górce, gdzie mam sporo udanych startów, smakuje wyjątkowo. W slalomie równoległym zawsze czułem się mocny, miałem już w tej konkurencji sukcesy. Liczyłem nawet na złoto, ale z brązowego medalu też jestem bardzo zadowolony.
Magdalena Bańdo
Z mojej perspektywy wcale nie czułam się tutaj faworytką. W dwóch pierwszych rundach jechałam pewnie, ale gdy przyszło ścigać się z Mają Woźniczką, wiedziałam, że to będzie bardzo trudne zadanie. Dlatego plan został wykonany w ponad stu procentach – chciałam po prostu nie przegrać zbyt wyraźnie, a ostatecznie udało się wygrać, więc jestem bardzo zadowolona. Maja Chyla w tym roku była lepsza, ale to taki rewanż za poprzedni sezon. Zobaczymy, może w przyszłym roku znowu się odegram. A może wcześniej – na AMP-ach.
Mateusz Bucki
W ostatnim przejeździe musiałem iść na całość, żeby odrobić pół sekundy straty. Widziałem kątem oka, że start miałem lepszy, ale taktyka była od początku jasna – jadę na maksa i ryzykuję. Wiedziałem, że tylko w ten sposób mogę wygrać z Juliuszem. To konkurencja, w której czuję się bardzo mocny. Już od czasów startów w lidze MOZN. Zawsze przyjeżdżałem z dużymi nadziejami, a od ubiegłego roku regularnie dochodzę do finałów.
Maja Chyla
Slalom równoległy to ogromne emocje. Widzisz kątem oka przeciwniczkę, jest kilka przejazdów, na dole kibice dopingują – to wszystko daje niesamowity zastrzyk adrenaliny. Potem samotny wyjazd wyciągiem i analiza, próba odgonienia myśli, że już jest medal, że może uda się jeszcze powalczyć o złoto. W drugim przejeździe, gdy na płaskim zobaczyłam, że jestem z przodu, wiedziałam, że niewiele może pójść nie tak. Po ostatniej tyczce byłam już praktycznie pewna zwycięstwa i mogłam spokojnie wjechać na metę. To było bardzo przyjemne uczucie, zwłaszcza że rok temu przegrałam z Madzią – tym razem mogłam się odegrać. Szkoda, że tej konkurencji nie ma na AMP-ach. To moja ulubiona – gdyby była w programie, trenowałabym praktycznie tylko ją.
Patrycja Florek
Nie powiedziałabym, że Maja nie miała ze mną szans, ale rzeczywiście bardzo lubię slalomy i giganty równoległe – świetnie się w nich czuję. Motywuje mnie to, że ktoś jedzie tuż obok. Trafiłam na najlepszą zawodniczkę sezonu, więc było naprawdę ciężko, ale dałam radę i bardzo się cieszę. Jeśli chodzi o niebieską trasę i załamanie terenu – na początku wydawało mi się, że może być wyraźnie wolniejsza. Jednak z każdym kolejnym przejazdem różnice się zacierały. Uważam, że obie trasy były bardzo podobne i nie miały decydującego wpływu na wynik.
Juliusz Kierkowski
To był dość nietypowy wyścig. Na starcie nie trafiłem z timingiem i od początku było bardzo ciężko – musiałem pojechać praktycznie na wprost. Mateusz jechał świetnie, w środkowej części trasy byliśmy naprawdę blisko. Prędkość była ogromna – w takich momentach wygrywasz ty albo wygrywa trasa. Udało się wygrać i jestem bardzo zadowolony z tego wyniku. Teraz przed nami team event. Życzę powodzenia wszystkim zawodnikom i do zobaczenia w przyszłym roku.
W czasie ceremonii medalowej ekipa S-Time wyrównała obie trasy, szykując je do rywalizacji drużynowej, w której udział wzięło osiem reprezentacji uczelni, składających się z dwóch kobiet i dwóch mężczyzn. Podobnie jak przed przerwą pierwsze pojedynki kończyły się pewnymi zwycięstwami wyżej rozstawionych teamów, a niektóre nawet pogromem 8:0. Ciekawiej zrobiło się w półfinałach, gdzie rywalizacja stała się bardziej wyrównana i każdy dawał z siebie sto procent, chociaż niektórzy mieli już za sobą po dziesięć przejazdów. Na tym etapie Akademia Wychowania Fizycznego w Katowicach pokonała Akademię Górniczo-Hutniczą w Krakowie, a Politechnika Warszawska wyeliminowała Politechnikę Śląską w Gliwicach.
Świetny był mały finał, gdzie po pierwszych przejazdach mieliśmy remis 2:2. W drugiej odsłonie zawodnicy z Krakowa podkręcili jednak tempo i wyszli na prowadzenie 5:2. Hieronim Adamczyk (PŚ w Gliwicach) na osłodę wygrał ostatni pojedynek, ale już nie mógł odmienić losów rywalizacji. Bardziej jednostronny był przebieg finału o złote medale – po pierwszej rundzie katowicka AWF prowadziła z warszawską Politechniką 3:0, a Vladyslav Kyryk (PW Warszawa), wygrywając w ostatniej parze, dał jeszcze promyk nadziei przed rewanżami. Te jednak tylko powiększyły przewagę zawodników z Katowic i obrońcy tytułu ze stolicy musieli zadowolić się drugim miejscem.
Rywalizacja w formule równoległej była ostatnim akcentem przed startującymi jutro Akademickimi Mistrzostwami Polski. Teraz cała uwaga przenosi się na najważniejsze wydarzenie sezonu w studenckim kalendarzu.