Maja Woźniczka (UW Warszawa) na wschodzie i Patrycja Florek (AWF Katowice) na zachodzie zwyciężyły w eliminacjach kobiet do czwartkowego finału slalomu w ramach Akademickich Mistrzostw Polski. W stawce panów dominowali Wojciech Gałuszka (AKF w Krakowie) oraz Bartłomiej Sanetra (AWF Katowice).
Eliminacje w slalomie, podobnie jak w gigancie, przebiegały w fantastycznych warunkach pogodowych. Mroźna noc ponownie pozwoliła rozegrać pierwsze przejazdy po lodowej trasie. Dopiero w drugich zawodnicy musieli zmagać się z bardziej nierówną trasą. Mocne wrażenie zrobiły najlepsze panie – w obu strefach geograficznych liderki pokonały rywalki z ogromną przewagą, o ponad dwie sekundy. Czyżby walka o tytuły mistrzowskie miała się rozegrać między Patrycją Florek a Mają Woźniczką? Pozostałe pretendentki zapewniają, że nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa, a eliminacje traktują wyłącznie jako rozgrzewkę (zerknijcie niżej – na wypowiedzi z mety). U panów bezbłędni są jak dotąd Wojciech Gałuszka i Bartłomiej Sanetra, którzy bez problemu rozprawili się z trasą. Błysnął także Juliusz Mitan (AKF w Krakowie), który w tym sezonie nie pojawił się w zawodach AZS Winter Cup (no, może poza obecnością na plakacie), ale w AMP-ach postanowił napsuć krwi kolegom.
Pięknych przejazdów nie brakowało, ale nie one były dziś głównym tematem do rozmów wśród licznie zgromadzonej publiczności na mecie. Dawno nie mieliśmy w eliminacjach takiej rzezi faworytów do czołowych miejsc. Owszem, zdarzały się w przeszłości sytuacje, w których jakiś wybitny zawodnik oglądał finał slalomu w roli kibica, ale dzisiaj Harenda zebrała żniwo i nie oszczędzała wyśmienitych slalomistów. Najpierw „poleciał” Mateusz Bucki (AKF w Krakowie), który dosłownie wbił się w dmuchaną bramę mety. Tuż po nim Kacper Grudnik (UMCS Lublin) zabawił się w Lenę Dürr i powtórzył jej manewr z igrzysk w Cortinie, biorąc pierwszą tyczkę między nogi. Poza trasą wylądował też jedyny Norweg w stawce, który wczoraj zaskoczył wszystkich drugim miejscem w eliminacjach w gigancie. Gdy wydawało się, że w obliczu takiej sytuacji pozostali „giganci” odpuszczą trochę w drugim przejeździe, dramat spotkał Juliusza Kierkowskiego (AWF Katowice). Zdobywca Kryształowej Kuli za slalom w Akademickim Pucharze Polski mniej więcej w połowie trasy najechał na tyczkę i, lekko zszokowany, stanął kilka metrów poniżej. W rozpaczliwym geście rzucił się do podchodzenia, ale tego nie dało się już uratować. Ostatecznie zajął 44. miejsce na zachodzie i nie zobaczymy go w finale. Na dokładkę z trasy wschodniej wyleciał Norbert Wróbel (UJ Kraków).
Porażka jednych to szansa dla innych. Jutro to najważniejszy dzień w akademickim kalendarzu każdego alpejczyka. Poznamy mistrzów Polski w gigancie i slalomie. Zapraszamy na Harendę. Start pierwszego przejazdu punktualnie o ósmej.
Powiedzieli na mecie
Mateusz Bucki (nie ukończył slalomu)
Plan był prosty: górę bardziej poszanować ze względu na warunki, a na dole puścić nogi. I mam wrażenie, że to trochę się na mnie zemściło, bo wjechałem z dość sporą prędkością. Byłem na przedostatniej tyczce, widziałem kątem oka ostatnią i wiedziałem, że muszę tam przyciąć, ale niestety zewnętrzna noga nie wytrzymała i mnie podcięło. U nas w półfinale konkurencja jest bardzo mocna, dlatego jeśli ktoś chce się liczyć na lepszy numer, szczególnie przy tych wiosennych warunkach, to trzeba się po prostu bardziej rzucić w dół – nie da się tego bardzo szanować.
Patrycja Florek (1. miejsce w strefie zachodniej)
Mam nadzieję, że to forma, a nie jakaś niedyspozycja Mai. Cieszę się, bo fajnie wygląda ta jazda, fajnie mi się jedzie, mam dobre czucie – po prostu dobrze mi się jeździ. Mam nadzieję, że to zostanie na finał i że coś powalczę, bo ten sezon nie był jakiś świetny w moim wykonaniu. Myślę, że jutro na pewno będzie ciekawie. Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że Maja wygrywa dwie sekundy – w tym sezonie wielokrotnie wygrywała więcej, więc każdy wie, że jeździ na wysokim poziomie.
Magdalena Bańdo (2. miejsce w strefie zachodniej)
Oczywiście, że mam pomysł na jutro – zawsze mam. Dzisiaj pojechałam na spokojnie, nie spieszyłam się, bo trzeba dojechać do mety i powalczyć w finale. Nie rzucałam się, nie robiłam wszystkiego, żeby jechać jak najszybciej – po prostu chciałam ukończyć. Myślę, że strata zniweluje się sama, jak pojadę tak, jak jeżdżę zazwyczaj. Nie uważam, że to jakiś pokaz siły i mocy przez Patrycję. Wydaje mi się, że dzisiaj nie tylko ja, ale też Pata nie jechała na 100%, Maja Chyla też pewnie nie jechała na 100% i wiele dziewczyn. Dlatego mam wrażenie, że dzisiejsze wyniki nie odzwierciedlają tego, co będzie jutro.
Maja Chyla (2. miejsce w strefie wschodniej)
Wydaje mi się, że większość osób na eliminacjach stara się po prostu dojechać, szczególnie te, które wiedzą, że będą się liczyć w finale. Każdy ma inny próg „jechania na dojechanie”. Ja pojechałam bardzo ostrożnie, miałam takie taktyczne przyhamowania i delikatne dociskanie nart, żeby nigdzie nic nie odjechało, bo warunki były ciężkie. Patrzę na to tak: udało się dojechać, jutro trzeba atakować. Mam nadzieję, że warunki będą dobre i że na finał trasa będzie przygotowana tak, że będzie super – wierzę, że organizatorzy sobie z tym poradzą.
Juliusz Kierkowski (nie ukończył slalomu)
Coś takiego wywinąłem, że mi podbiło nartę. To prawdopodobnie błąd techniczny – biorę w pełni winę na siebie. Taki jest sport i to się zdarza. Zawsze jakieś drobne utemperowanie się przyda, ale ja to biorę i nie oglądam się do tyłu. A czy dostanę łomot od kolegów za drużynówkę? Bartek zawsze jak się coś wywinie, to skomentuje – wiedziałem, co powie, byłem gotowy. I zgadzam się z nim, nie ukrywam.
Maksym Zajączkowski (3. miejsce w strefie wschodniej)
Plan na finał jest taki, że nie mam nic do stracenia, więc pojadę po prostu swoje. Dzisiaj było naprawdę interesująco. Takie narciarstwo akademickie daje mi luz, a w finałach zobaczymy, jak pójdzie, ale pewnie będzie „full gas”. I na zakończenie sezonu byłoby fajnie po prostu dojechać do mety.
Maja Woźniczka (1. miejsce w strefie wschodniej)
Nie mogę się doczekać jutrzejszego starcia. Patrycja wygrała z dużą przewagą, ja też. Teraz zostaje nam tylko poczekać, bo myślę, że Maja Chyla i Madzia też jutro pokażą – nie można ich eliminować z tej walki. Po prostu będziemy się ścigać. Szczerze mówiąc, to nie były moje najlepsze przejazdy. Myślę, że jestem w stanie zjechać lepiej, ale zawsze dobrze jest jechać na finały z myślą, że ta duża przewaga z eliminacji jest.