Maja Chyla (UJ Kraków) oraz Bartłomiej Sanetra (AWF Katowice) zdobyli złote medale AMP w gigancie. W slalomie tytuły wywalczyli Maja Woźniczka (UW Warszawa) i Juliusz Mitan (AKF w Krakowie).
Podobnie jak przed rokiem finał Akademickich Mistrzostw Polski odbywał się przy fantastycznej pogodzie. Marcowe słońce na Harendzie to znak rozpoznawczy studenckiego narciarskiego święta, ale nie zawsze tak bywało. Przed dwoma laty o medale walczono po nocnym opadzie śniegu, w gęstej mgle i przenikliwym zimnie. Tym razem aura zachęcała do kibicowania, więc zmaganiom najlepszych alpejczyków przyglądał się tłum na mecie. A było się czym delektować.
Dzięki nocnym przymrozkom pierwsze przejazdy giganta odbywały się po zmrożonej trasie. Dopiero później rosnąca temperatura i intensywnie operujące słońce powodowały, że coraz grubsza warstwa śniegu zamieniała się w substancję przypominającą cukier. Jednak nie robiło to większego wrażenia na zawodnikach, wszakże na starcie mieliśmy samą akademicką śmietankę – 50 najlepszych kobiet i mężczyzn wyłonionych w dwudniowych eliminacjach.
Wielki finał rozpoczęły Maja Woźniczka i Patrycja Florek (AWF Katowice), które najlepiej spisywały się we wtorkowych eliminacjach. Być może to presja („Pata” bardzo się denerwowała – przeczytajcie wypowiedzi na końcu artykułu), być może jakiś inny powód, ale obie pojechały znacznie poniżej poziomu, jaki potrafią zaprezentować. Już po pierwszym przejeździe było wiadomo, że o medale, a tym bardziej o tytuł mistrzowski, będzie ciężko. Blask odzyskała za to Maja Chyla. Najlepsza zawodniczka ostatnich sezonów w akademickiej stawce w tym nie zachwycała. Na finał AMP potrafiła się jednak zmobilizować i dosłownie spuściła lanie rywalkom. Wykręciła najlepsze czasy obu przejazdów i niezwykle szczęśliwa przyjmowała gratulacje na mecie. Niemniej radosna, ale na pewno bardziej zaskoczona, może nawet zszokowana swoim występem, była Joanna Książek (UAFM Kraków). Po pierwszym przejeździe zajmowała trzecią lokatę. W drugim zupełnie nie przestraszyła się świetnie dysponowanej Magdaleny Bańdo (UŚ Katowice) i zdołała jeszcze ją wyprzedzić, pokonując trasę giganta szybciej o pół sekundy. Cóż to był za szał radości zgromadzonych na mecie kibiców Asi. Najbardziej zdruzgotana zdawała się być Maja Woźniczka, która spadła aż na szóste miejsce. Dla zawodniczki, która wygrywała niemal wszystkie zawody w sezonie i świetnie zaprezentowała się w eliminacjach, był to prawdziwy dramat.
Dramatów nie było za to w rywalizacji gigantowej panów. Można powiedzieć, że tutaj wszystko odbywało się zgodnie z zaplanowanym scenariuszem. Sporą przewagę nad Wojciechem Gałuszką (AKF w Krakowie) i Juliuszem Mitanem już w pierwszym przejeździe wypracował Bartłomiej Sanetra i tylko katastrofa mogła pozbawić go tytułu. W drugiej odsłonie szybciej od Mitana zjechał Juliusz Kierkowski (AWF Katowice) i to on obserwował z fotela lidera zmagania swoich kolegów w kadrowych gumach. Gałuszka wyprzedził „Kiera”, ale na Sanetrę nie było mocnych – dołożył jeszcze kilka setnych i zasłużenie wywalczył tytuł akademickiego mistrza Polski.
Trzej muszkieterowie w kadrowych gumach pięknie ubarwili AMP-y 2026. O dziwo tylko jeden z nich zdobył złoty medal.
Medaliści zostali udekorowani kwiatami podczas ceremonii, która od lat jest bardzo miłym i wzruszającym momentem przed przystąpieniem do drugiej części finału. Slalomy stały na Harendzie już od rana, więc nie pozostało nic innego, jak skorzystać z zaproszenia do ich oglądania. Konfiguracja dla kobiet nie wzbudziła jakichś większych emocji po inspekcji trasy. Natomiast dla mężczyzn Antoni Zalewski przygotował zagwozdkę tuż przed metą, bowiem figurę, którą tam ustawił, można było pokonać poprawnie na dwa różne sposoby. Niestety nie wszyscy zorientowali się, jak to zrobić, i kilku zawodników zostało zdyskwalifikowanych.
Jeszcze przed startem slalomu Patrycja Florek zapowiadała, że włączy „tryb bestii” i nie pokpi sprawy, jak miało to miejsce w rywalizacji gigantowej. Jak zapowiedziała, tak zrobiła – jako jedyna pokonała trasę szybciej niż 41 sekund. Obudziła się też Maja Woźniczka, która po pierwszym przejeździe traciła zaledwie 0,27 sek. Trzecia była Magda Bańdo, a tuż za strefą medalową Maja Chyla. Na czele znajdowały się więc dziewczęta, które spisywały się najlepiej w eliminacjach, ale różnice czasowe między nimi były na szczęście znacznie mniejsze, co zapowiadało emocje do samego końca. Chyla ruszyła odważnie, cóż miała do stracenia. Niestety zakończyła dość szybko poza trasą. Bańdo po swoim występie z ogromną przewagą zasiadła w fotelu liderki, ale za chwilę Woźniczka zmieniła ją na tym miejscu. Wszyscy wpatrywali się w trasę slalomu, na którą ruszyła ostatnia zawodniczka. Patrycja popełniła dwa drobne błędy i wyraźnie zaczęło jej brakować prędkości. To wystarczyło na srebrny medal, a mistrzynią została najlepsza zawodniczka Akademickiego Pucharu Polski, która przyznała, że odetchnęła z ulgą po niepowodzeniu w gigancie.
Slalom panów był popisem dwóch aktorów – Juliusza Mitana i Bartłomieja Sanetry. To oni pokonali pierwszy przejazd niemal z identycznym czasem (o 0,12 sek. prowadził Mitan). Wojciech Gałuszka znajdował się na trzeciej pozycji, ale już ze stratą ponad sekundy. Na czwartym miejscu sensacja – Vladyslav Kyryk (PW Warszawa), ale na medal mógł liczyć tylko w przypadku potknięcia kogoś z prowadzącej trójki. Vlad wytrzymał presję, zjechał dobrze również drugi raz, ale nie wystarczyło to na świetnego Macieja Schiele (AKF w Krakowie), który po swoim występie obserwował wydarzenia z fotela lidera. Na starcie pozostało trzech. Gałuszka rzucił się – co miał do stracenia – chciał jeszcze powalczyć. Niestety dość szybko zakończył swój udział poza trasą. Do mety dotarł za to Sanetra. Co prawda po drodze dwa razy stracił równowagę, ale nie stracił prędkości i z gigantyczną przewagą zasiadł w fotelu. Juliusz Kierkowski był pod wrażeniem i powiedział, że w obliczu tak dobrego przejazdu Mitan nie da rady. Jakże się mylił. Julek pokazał, jak dobrze można pojechać w ciężkich warunkach. Jego przejazd był bezbłędny, płynny, a przede wszystkim szybki. Co prawda nie tak szybki jak przejazd Bartka, ale 0,04 sek. zapasu zostało. Właśnie tyle – mniej niż czas mrugnięcia okiem. Przewaga mała, ale mistrz wielki.
Powiedzieli na mecie
Maja Chyla
Bardzo się cieszę, bo już dawno nie stałam na pierwszym miejscu Akademickich Mistrzostw Polski, a i w Winter Cupach ostatnio nie wygrywałam za dużo. Tym bardziej cieszę się, że właśnie na tych zawodach udało mi się zdobyć pierwsze miejsce i to w takiej atmosferze. Tu jest mnóstwo ludzi, kibice na dole, dojeżdża się i słychać, jak krzyczą, więc już trochę wiadomo, że dobrze poszło. Patrzę tylko na numerek, który wyświetla się na tablicy, widzę jedynkę i to jest naprawdę bardzo fajne uczucie – znowu być na podium i znowu na pierwszym miejscu. Po pierwszym przejeździe różnice były minimalne, więc nie byłam pewna, bo te odstępy faktycznie były niewielkie. Ze startu też za bardzo nie było widać, co się dzieje na trasie, bo widać właściwie tylko pierwszą tyczkę. A kiedy jechałam, parę razy pojechałam trochę dalej od tyczki, trochę spadłam i myślałam sobie, że to już po wszystkim. Ale walczyłam do końca i udało się, więc super się cieszę.
Joanna Książek
Po eliminacjach nabrałam dużej pewności siebie, bo przez poprzednie trzy lata, kiedy tutaj startowałam, byłam gdzieś z przodu, ale nigdy nie było to blisko podium. Kiedy pojechałam na pierwsze miejsce w eliminacjach, pomyślałam, że może jednak potrafię jeździć jeszcze lepiej, i to bardzo mi pomogło przed finałem. Na starcie do drugiego przejazdu bardzo się stresowałam, nie ukrywam, ale myślałam bardziej o atakowaniu rywalki przede mną niż o bronieniu swojej pozycji, bo jednak łatwiej jest atakować niż bronić. Takie nastawienie przyjęłam. A jeśli chodzi o sekret, to na pewno pomaga mi to, że jestem po prostu szczęśliwa.
Bartłomiej Sanetra
Warunki dzisiaj, o dziwo, były naprawdę mega dobre, bo sól chwyciła. Nie wiem, jak ocenią to inni zawodnicy, ale mnie naprawdę się podobało – było twardo pod nogą, więc super. Mega się cieszę z tego, że wygrałem. Mimo dużej przewagi po pierwszym przejeździe nie mogłem zaspać w drugim, musiałem jechać, bo gonił mnie Wojtek Gałuszka i wszystko mogło się wydarzyć. To jest ciężki stok, więc naprawdę wszystko mogło się stać. Trzeba było pojechać dwa równe, dobre przejazdy i cieszę się, że mi się udało. W tym sezonie bywało różnie. Raz wygrywałem ja, raz Wojtek, ogólnie w naszej grupie, w kadrze, wszyscy jeździmy naprawdę równo. Ścigamy się na treningach i te wyniki są różne, więc mamy super grupę.
Patrycja Florek
Szczerze mówiąc, mam bardzo mieszane uczucia, bo jeszcze na początku sezonu, po tych edycjach Winter Cupów, gdyby ktoś mi powiedział, że zajmę drugie miejsce, to brałabym to w ciemno. Z drugiej strony dzisiaj pierwszy przejazd poszedł mi super, naprawdę uważam, że to był praktycznie idealny przejazd. Na drugi liczyłam, że będzie podobnie, szczególnie że to była ta sama trasa, tylko po lekkiej korekcie. Niestety mam wrażenie, że może ze stresu, może za bardzo się napięłam, bo drugi przejazd pojechałam bardzo niemądrze, za bardzo na wprost. Była dziura, co trzeci skręt wylatywałam gdzieś w powietrze, gdzieś na bok, więc szczerze mówiąc i tak jestem w szoku, że skończyłam na drugim miejscu z takim słabym przejazdem. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie dobrze i że dalej będziemy się spotykać na kolejnych zawodach.
Maciej Schiele
To były niesamowite emocje. Bardzo się stresowałem na starcie, a temperatura wcale nie pomagała, bo tak grzało, że trudno było to ostudzić. Wiedziałem, że trzeba dojechać do mety, trochę liczyłem – tak samo jak na finale AZS Winter Cup – że jeśli dojadę z w miarę dobrym czasem, to koledzy mogą popełnić błędy. W takich warunkach to się zdarza i tym razem właśnie tak się stało. Kiedy zobaczyłem, że Wojtek leży, to przede wszystkim poczułem zaskoczenie. Po tym, jak pojechał wczoraj na limicie, wiedziałem, że znowu będzie atakował, bo trzecie miejsce na pewno by go nie zadowalało. Gdzieś z tyłu głowy miałem, że może to się tak skończyć. Pamiętam jeszcze z młodszych lat, że to był taki jeździec bez głowy – albo wygrywał, albo wypadał. Tym razem niestety dla niego, a dla mnie skończyło się to pierwszym medalem Akademickich Mistrzostw Polski. Jestem przeszczęśliwy.
Maja Woźniczka
To ogromna ulga i ogromna radość. Oczywiście szkoda mi Patrycji Florek, ale niestety tak to bywa – raz jeden przegrywa, raz jeden wygrywa. Po gigancie rzeczywiście złapałam lekkiego doła, ale bardzo się cieszę, że byłam w stanie się odciąć od tego, wyczyścić głowę i pojechać swoje w slalomie. To był naprawdę wyśmienity sezon i takie zwieńczenie bardzo cieszy. Trudno mi powiedzieć, skąd dokładnie to się wzięło. Na pewno było dużo treningów z Maćkiem Bydlińskim, dużo treningów w ogóle, choć może nie tyle z sekcją, ile bym chciała, bo nie zawsze czas na to pozwalał. Ale myślę, że przede wszystkim sporo zmieniło mi się w głowie i po prostu miałam większy luz na starcie. Dzisiaj jeszcze nie będzie świętowania, bo jutro jadę na Mistrzostwa Polski Juniorów w Krynicy, więc muszę poczekać jeszcze jeden dzień.
Juliusz Mitan
Kiedy dojechałem na metę, poczułem radość i pewnego rodzaju ulgę, bo wiedziałem, że moja jazda jest bardzo dobra. Bałem się tylko, że jakieś przeciwności losu sprawią, że tego nie dowiozę, dlatego tym bardziej się cieszę. Na starcie widziałem, że panowie Gałuszka i Sanetra mieli dosyć duże problemy – Gałuszka nawet nie dojechał, a Bartek miał dwie duże „chyby” – więc wiedziałem, że tam nie czeka mnie żaden rollercoaster. Nie było łatwo, ale jednak doświadczenie wzięło górę.
Wyniki Akademickich Mistrzostw Polski 2026 znajdują się na stronie organizatora.