Reprezentacja Polski kontynuuje fantastyczną passę podczas Mistrzostw Europy na dystansach w łyżwiarstwie szybkim w Tomaszowie Mazowieckim. W sobotę w Arenie Lodowej na najwyższym stopniu podium stanęli indywidualnie Kaja Ziomek-Nogal (absolwentka SMS Zakopane) i Władimir Semirunnii, a także Piotr Michalski(absolwent SMS Zakopane), Marek Kania i Szymon Wojtakowski w sprincie drużynowym. Srebro w biegu na 500 m kobiet zdobyła Andżelika Wójcik(absolwentka SMS Zakopane).
W piątek polscy panczeniści w fantastyczny sposób zainaugurowali walkę o medale Mistrzostw Europy. Już w premierowej konkurencji, w sprincie drużynowym kobiet, zwyciężyły Kaja Ziomek-Nogal, Martyna Baran i Karolina Bosiek, zaś na koniec rywalizacji złoto na 1000 m mężczyzn zdobył Damian Żurek, zostając pierwszy raz w karierze mistrzem Europy. Szansa na kolejny polski krążek rysowała się już w pierwszych sobotnich biegach. Broniąca tytułu mistrzów Europy polska drużyna sprinterów tym razem wystąpiła w zmienionym składzie. Miejsce Żurka zajął Szymon Wojtakowski, który wspólnie z Markiem Kanią i Piotrem Michalskim rozgrzał tomaszowską publiczność do czerwoności. Nasi reprezentanci po świetnym biegu (1:20.229) i zwycięstwie w parze nad Węgrami wyczekiwali na ostatni wyścig z udziałem najgroźniejszych przeciwników, czyli Holendrów i Norwegów. I choć długo zanosiło się na to, że to właśnie panczeniści z Niderlandów sięgną po złoto, to na ostatnim okrążeniu spuścili z tonu i w korespondencyjnym pojedynku przegrali z Polakami o 0,02 sekundy (1:20.242)! Trzeci byli Norwegowie (1:20.319). Podopieczni trenera Artura Wasia utrzymali więc status mistrzów Europy w sprincie drużynowym.
– Emocje były bardzo duże. Wiedzieliśmy, że osiągnęliśmy dobry czas, ale nie byliśmy pewni, czy to wystarczy do złota. Holendrzy i Norwegowie ruszyli lepiej niż my, ale wszystko się zmieniało. Do końca była niewiadoma – relacjonował Kania, który doceniał wkład Wojtakowskiego, nowego zawodnika w drużynie, w końcowy sukces. Sponsorem głównym Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. – Szymek szybko się rozwija, zrobił duży progres i to punktuje na trzeciej rundzie. Fajnie, że jako reprezentacja mamy komfort wyboru, bo pewnie miałbym dużo większy problem z przejechaniem trzeciej rund niż Szymek – podkreślał zawodnik warszawskiej Legii, który w niedzielę stanie przed szansą na kolejny medal ME na 500 m. Dwa lata temu w Heerenveen zdobył brąz. – Fajnie by było powtórzyć ten sukces. Szansa jest, ale zobaczymy, jak pójdzie z wykonaniem. Jestem w dyspozycji, żeby to zrobić, i zrobię wszystko, żeby tak było – dodał Kania.
Szczęścia z triumfu w sprincie drużynowym nie ukrywał Wojtakowski, w przeszłości medalista juniorskich MŚ. – Cieszyłem się, że mogę wystartować i biec razem z chłopakami. Biegi drużynowe wywołują u mnie dodatkową motywację, bo wiem, że pracuję nie tylko dla siebie. Piotr bardzo mądrze rozpoczął bieg, co ułatwiło mi jazdę na koniec. Marek niesamowicie przejechał drugą rundę, z której zresztą jest znany. Uważam, że mieliśmy bardzo dobrą zmianę, dzięki czemu mogłem zachować siły na sam koniec. Różnice między drużynami były małe, do końca wierzyliśmy w złoto, ale po to jechaliśmy, żeby wygrać u siebie – uzupełnił Wojtakowski, dla którego to pierwszy w karierze medal seniorskich ME.
Polskimi medalami pachniało również w rywalizacji pań na 500 m, gdzie aż trzy nasze zawodniczki można było śmiało wymieniać w gronie kandydatek do podium. Do ostatniej pary na miejscu medalowym utrzymywała się Martyna Baran (38.558). Wówczas na torze pojawiły się zamykające rywalizację Kaja Ziomek-Nogal i Andżelika Wójcik. Obie zawodniczki przejechały dystans w fantastycznym stylu i między sobą podzieliły najcenniejsze medale. Swój pierwszy tytuł mistrzyni Europy wywalczyła Ziomek-Nogal (37.791), srebro przypadło Wójcik (38.274), zaś brąz zdobyła Holenderka Isabel Grevelt (38.372). Baran była szósta.
– Jestem z siebie przeogromnie dumna, przewaga również bardzo mocno mnie cieszy. Byłam też wzruszona, będąc na podium i słysząc Mazurka Dąbrowskiego. To coś niesamowitego, łzy same mi ciekły – komentowała Ziomek-Nogal. – W ostatniej parze presja jest zdecydowanie największa. Staram się, jak mogę, żeby nie śledzić wyników innych dziewczyn, i tym razem mi się udało. Mogłam więc skupić się wyłącznie na sobie. Przed naszym startem było lekkie opóźnienie z uwagi na upadek zawodniczki z poprzedniej pary, sędziowie musieli poprawić fotocele i to zawsze trochę rozprasza, ale udało mi się utrzymać poziom nakręcenia i przejechać bieg tak, jak chciałam – relacjonowała dwukrotna olimpijka, która za kilka tygodni weźmie udział w swoich trzecich igrzyskach. Po 28-latce w ogóle nie widać, że blisko dwa lata temu wróciła do treningów z kadrą po przerwie macierzyńskiej. W ciągu ponad roku startów, już pod nowym nazwiskiem Ziomek-Nogal, zdobyła pięć medali PŚ na 500 m, a w sobotę zrealizowała kolejny ze sportowych planów. – Wraz z nazwiskiem męża Artura Nogala dostałam jego moc, bo był niesamowitym sprinterem. A bycie mamą daje mi ogrom sił. Staram się być najlepszą mamą i jednocześnie najlepszą zawodniczką, więc to ciągłe balansowanie między wszystkim, co mam do zrobienia. Stojąc dziś na podium, czułam dumę i wzruszenie, bo z tym wszystkim podołałam, a jeszcze sporo przede mną – nie ukrywała nowa mistrzyni Europy na 500 m.
Swój pierwszy medal w tym sezonie na arenie międzynarodowej wywalczyła Wójcik, druga zawodniczka ubiegłorocznego cyklu PŚ na 500 m. – Do biegu podchodziłam zadaniowo, bo Kaja jest mocną zawodniczką, i założenie miałam takie, żeby utrzymać się do samego końca i jak najmniej stracić prędkość. Jestem zaskoczona, to mój pierwszy indywidualny medal ME. Powieszę go gdzieś, będę patrzeć na niego przed treningami i będę go brała jako dobrą motywację na ostatni miesiąc przygotowań do igrzysk – opowiadała Wójcik, która w ostatnich miesiącach zmagała się z wieloma problemami zdrowotnymi, które uniemożliwiały jej nawiązanie do dyspozycji z poprzedniego sezonu. – Niestety, przyzwyczaiłam się do miejsc w czołówce i to było dla mnie bolesne. Działo się ze mną za dużo, by pomieścić to w głowie. Mam nadzieję, że dotrwam do końca tego sezonu i na jego koniec podam sobie rękę z gratulacjami, że przeszłam go z mniejszym lub większym sukcesem, że dojechałam do tych igrzysk – dodała Wójcik.
Pokładanym oczekiwaniom kibiców na kolejny triumf w trakcie ME sprostał Władimir Semirunnij. Trzeci zawodnik ostatnich MŚ na tym dystansie stanął do rywalizacji w piątej parze z 21-letnim Norwegiem Sigurdem Holbø Dyrsetem. Zwyciężył bez większych problemów, osiągając przy okazji nowy rekord toru (6:11.134). W trzech pozostałych parach zawodnicy osiągali czasy gorsze od Polaka, dlatego piąty polski złoty medal tegorocznych ME stał się faktem. Kolejne miejsca na podium 5000 m panów obsadzili Włosi – drugi był Riccardo Lorello (6:14.497), a trzeci Davide Ghiotto (6:17.009).
– Przed ME mówiłem w wywiadach, że chcę zrobić rekord toru. Czekałem na wyniki moich rywali. Lorello też przejechał szybciej od rekordu toru, ale na szczęście gorzej ode mnie – cieszył się Semirunnij, który podkreślał, że jeszcze nie jest w szczytowej, olimpijskiej formie. – Zawsze mam rezerwy. Może forma w głowie jest dobra, ale nogi zawsze mogą lepiej pracować – wskazywał jeden z nowych liderów polskiej reprezentacji, który po starcie długo dziękował zgromadzonym kibicom za wsparcie i doping. – Chciałem każdemu pomachać ręką i powiedzieć „dziękuję” – zaznaczał Semirunnij.
W sobotę trzy Polki rywalizowały nie tylko na 500, ale i na 1500 m. Najwyższe, piąte miejsce zajęła Natalia Czerwonka (1:58.493). Dziewiąta była Natalia Jabrzyk (2:00.935), a jedenasta Zofia Braun (2:01.158). Swój drugi złoty medal na ME w Tomaszowie zdobyła Norweżka Ragne Wiklund (1:56.241), druga była Czeszka Nikola Zdráhalova (1:56.539), a na trzeciej lokacie uplasowała się Holenderka Chloé Hoogendoorn (1:57.649).
Po dwóch dniach mistrzostw polska reprezentacja zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji medalowej z sześcioma krążkami (5 złotych – 1 srebrny – 0 brązowych). Biało-Czerwoni idealnie trafili z formą na imprezę w tomaszowskiej Arenie Lodowej, która już jest organizacyjnym i sportowym sukcesem.
– Atmosfera jest fantastyczna. Cieszy wciąż rosnąca forma naszych zawodników. Wielkie gratulacje dla Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, a także dla trenerów i zawodników. Z emocjami czekamy na to, co wydarzy się w Mediolanie, bo to igrzyska będą finałem sezonu. Z łyżwiarstwem szybkim na krótkim i długim torze wiążemy nasze największe, olimpijskie nadzieje – mówił obecny w Arenie Lodowej wiceminister sportu i turystyki Ireneusz Raś, który w samych superlatywach wypowiadał się o pracy wykonywanej przez władze PZŁS. – Ten związek jest dobrym przykładem dla wszystkich. Ma plan wdrażany przez wiele lat i to nie jest jednorazowy wyskok. Od dwóch lat widzimy, jak nasza reprezentacja rośnie. Wierzymy, że igrzyska w Mediolanie będą kolejnym etapem do budowy potęgi w tej dyscyplinie sportu. Cały świat dostrzega, w jaki sposób sportowo rosną Polacy, a to przełoży się na jeszcze lepszą promocję sportu powszechnego. Każdy może jeździć na łyżwach, nie tylko na długim torze, aby być zdrowszym, i na tym nam zależy – podkreślał wiceminister Raś.