Znakomicie podczas wielobojowych mistrzostw świata w łyżwiarstwie szybkim zaprezentował się Vladimir Semirunnii. Na słynnym torze Thialf Polak wywalczył brązowy medal i jest to znakomite zakończenie sezonu w jego wykonaniu! To pierwszy krążek w wykonaniu męskiego biało-czerwonego zawodnika w tych zawodach w historii, a do tego Semirunnij pobił rekord Polski! – Czułem się chyba lepiej, niż na igrzyskach olimpijskich – mówi historyczny medalista.
Na niedzielę w Heerenveen zaplanowano ostatnie już wyścigi mistrzostw świata w wieloboju mężczyzn. Przypomnijmy, że biało-czerwonych barw na słynnym torze Thialf bronili Zofia Braun oraz Władimir Semirunnij. Pierwsza z naszych zawodniczek, która była najmłodszą zawodniczką imprezy, po dwóch sobotnich przejazdach zajmowała 17. miejsce. Z kolei Semirunnij do Holandii przyjechał w jasnym celu: zwyciężyć w całej rywalizacji. I trzeba przyznać, że po pierwszym dniu był w bardzo dobrej sytuacji, bowiem plasował się na czwartej pozycji, a przed nim był jeszcze wyścig na jego koronnym dystansie, czyli 10000 metrów. Sponsorem głównym polskiego łyżwiarstwa jest PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.
Zanim jednak zawodniczki i zawodnicy wystartowali na najdłuższych dystansach, w niedzielę czekał ich wyścig na 1500 metrów. Jako pierwsza pojechała Braun, która przyjechała na metę z dwudziestym czasem (1:59.06). Polka nie zakwalifikowała się więc do walki na najdłuższym dystansie i ostatecznie cały wielobój zakończyła na osiemnastym miejscu.
– W tym sezonie gdy wjeżdżam na metę i widzę czas 1:59, to raczej nie jestem do końca zadowolona. Muszę wtedy sprowadzić się na ziemię i przypomnieć, że w ubiegłym jeździłam na poziomie 2:04! To przecież aż pięć sekund różnicy. Jestem więc zadowolona, wiem, co poprawić i będę dalej pracować. Na pewno cieszę się, że w ogóle mogłam wystartować w Heerenveen, bo to dla mnie zbieranie cennego doświadczenia. Dziękuję też trenerom Rolandowi Cieślakowi i Henkowi Hospesowi, bo wiele się od nich nauczyłam w tym sezonie. To był też mój ostatni rok juniorski, ale czuję, że jestem gotowa na seniorki. Lubię trenować i to się nie zmieni – uśmiecha się Braun.
Semirunnii natomiast ma znacznie większe doświadczenie w startach na 1500 metrów, chociażby z igrzysk olimpijskich w Mediolanie, w których był 10. Tym razem w Heerenveen uplasował się na piątej pozycji (1:45.06) i wyraźnie otworzył sobie szansę medalową. Po przejeździe na 10000 metrów Polak był drugi (czas 12:34.37) i musiał czekać na wyniki ostatniej pary, w której jechali Amerykanin Jordan Stolz i Norweg Sander Eitrem. Ostatecznie pierwszy z tych zawodników nie dał rady ponownie wskoczyć na podium, więc…Polak zdobył brązowy medal! To pierwszy krążek MŚ w wieloboju w wykonaniu męskiego biało-czerwonego zawodnika, a do tego Semirunnii pobił rekord Polski! (146.243).
– Nie ukrywam, że jestem zmęczony, ale mogę powiedzieć, że w końcu dobrze mi się jechało. Byłem dobrze przygotowany do tych zawodów, chyba nawet lepiej się czułem, niż na igrzyskach olimpijskich. Wiem teraz, nad czym pracować w technice, ale o tym porozmawiam już z trenerem – mówi brązowy medalista MŚ. – Co myślałem oglądając ostatni bieg? Jak zobaczyłem u Jordana już powyżej 32 sekund, to wiedziałem, że już mi wystarczy to medalu. To był dla mnie dobry sezon, mam już medale ze wszystkich najważniejszych imprez na świecie i w Europie, a wciąż nie mam z Pucharu Świata, czyli mniejszych rangą zawodów. Trochę śmiejemy się z tego z trenerem, ale mam nadzieję, że w przyszłym sezonie nadrobię.
Warto dodać, że poprzedni rekord Polski w wieloboju należał do… Konrada Niedźwiedzkiego, dyrektora Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, który kibicował Semirunnijowi w Heerenveen. – Cóż, to był mój ostatni rekord Polski – śmieje się Niedźwiedzki. – Rekordy są jednak od tego, żeby je łamać. Cieszę się, że to akurat Władimir pobił ten rekord, szczególnie podczas tak ważnej imprezy, jak mistrzostwa świata i to zakończonej historycznym medalem.
Trener Roland Cieślak z kolei podkreśla, że po igrzyskach olimpijskich Semirunnij miał sporo obowiązków medialnych, więc niełatwo było przygotować się do wielobojowych mistrzostw świata. – To jest wywalczony medal, ale wiedzieliśmy, że ten ostatni bieg będzie bardzo ważny i Władek będzie mógł nim nadrobić. Tak też się stało. Cieszymy się, bo takiego medalu jeszcze nie mieliśmy. Ta regeneracja po powrocie z igrzysk nie była najlepsza, ale gdy przyjechaliśmy do Holandii, mogliśmy się skupić już tylko na treningach i owocem tego jest historyczny krążek mistrzostw świata, a co oznacza, że przygotowaliśmy się bardzo dobrze – mówi Cieślak.
Prezes PZŁS Rafał Tataruch wierzy, że znakomity sezon Semirunnija oraz innych naszych łyżwiarzy przyczyni się do rozwoju dyscypliny w kraju. – To ogromny sukces Władka, mieliśmy ogromne emocje zakończone piękną historią. Tym bardziej, że on cały czas się rozkręca i przyzwyczaja siebie i nas do podium. Przez ostatnie dwa i pół roku Semirunnii wykonał ogromną pracę dla całego łyżwiarstwa, ale też dla siebie. Wierzę, że wiele osób będzie chciało go naśladować, bo to nie tylko wspaniały sportowiec, ale po prostu fajny gość – mówi szef polskiego łyżwiarstwa szybkiego.
Mistrzostwa świata w wielobojach zakończyły międzynarodowy sezon w wykonaniu Polaków. Przypomnijmy, że wcześniej na torze Thialf o medale walczyli także sprinterzy. Najlepiej z biało-czerwonych spisała się Kaja Ziomek-Nogal, która była czwarta, a wśród panów 10. miejsce zajął Piotr Michalski. Z zawodów ostatecznie wycofał się też lider naszej sprinterskiej kadry, czyli Damian Żurek, który w Heerenveen narzekał na chorobę. – W tym wyczerpującym sezonie organizm domaga się już regeneracji – mówi.