Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem miała miejsce wyjątkowa chwila. Piłkarze Lubania wybiegli na murawę w specjalnych koszulkach z podobizną śp. Kazimierza Wolskiego – wiernego kibica oraz sponsora klubu z Maniów, który zmarł przed kilkoma tygodniami. W ten sposób gospodarze uczcili pamięć osoby od lat blisko związanej z Lubaniem.
Samo spotkanie rozpoczęło się dla miejscowych najgorzej, jak mogło. Już w 3. minucie Dalin objął prowadzenie po trafieniu Myszogląda. Odpowiedź Lubania była jednak błyskawiczna – zaledwie trzy minuty później do remisu doprowadził Plewa.
W 32. minucie gospodarze po raz pierwszy wyszli na prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się Potoniec. Radość miejscowych trwała jednak bardzo krótko, ponieważ już minutę później do wyrównania doprowadził Sarga. Do przerwy było 2:2.
Początek drugiej połowy ponownie należał do gości. W 50. minucie bramkę na 2:3 zdobył Hajduk. Lubań ruszył do odrabiania strat i w 61. minucie wyrównał za sprawą drugiego tego dnia trafienia Potońca.
W kolejnych minutach gospodarze stworzyli sobie następne okazje, ale żadnej z nich nie zdołali już zamienić na zwycięską bramkę. Po sześciu golach i pełnym zwrotów akcji spotkaniu obie drużyny podzieliły się punktami.
– Traktujemy ten wynik jako dwa stracone punkty, a nie jeden zdobyty. Przy takiej liczbie wykreowanych sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak żałować, że nie zgarnęliśmy kompletu. Zabrakło trochę skuteczności, trochę szczęścia. Z drugiej strony, jeśli strzela się trzy bramki, to po prostu trzeba zejść z boiska jako zwycięzca. Nam ta sztuka się nie udała. Pracujemy dalej – podsumował trener Lubania Łukasz Schreiner.
Lubań Maniowy – Dalin Myślenice 3:3 (2:2)
Bramki: 0:1 Myszogląd 3’, 1:1 Plewa 6’, 2:1 Potoniec 32’, 2:2 Sarga 33’, 2:3 Hajduk 50’, 3:3 Potoniec 61’.
Lubań: J. Sikora – Janeczek, Potoniec (78’ Duda), Kasperczuk, Jandura (77’ Truty), Plewa (71’ Sutor), Gruszkowski, Faron, Kołodziej (78′ Kuś), Chlipała, Bałos.
Z jednej strony punkt wywalczony po dwóch bolesnych przegranych powinien zostać przez Podhale uszanowany. Z drugiej – brak zwycięstwa w kolejnym spotkaniu, w dodatku przeciwko Resovii, która również słabo rozpoczęła sezon, pozostawia spory niedosyt.
Od pierwszych minut było widać, że obie drużyny mają w pamięci wcześniejsze niepowodzenia. Rosnąca presja sprawiła, że przede wszystkim starały się nie popełnić błędu i nie stracić gola. Odbiło się to na jakości widowiska, szczególnie w pierwszej połowie, w której ciekawych sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo.
W 7. minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji w polu karnym Resovii. Gracz Podhala Kubik został popchnięty przez rywala, jednak sędzia nie zdecydował się na podyktowanie „jedenastki”.
W kolejnych minutach gospodarze próbowali zagrozić bramce rywali uderzeniami z dystansu. Najpierw, po rozegraniu rzutu rożnego, wysoko nad poprzeczką strzelił Lipień. Chwilę później Kurzeja próbował z pola karnego posłać piłkę w dalszy róg, ale nie trafił w światło bramki. Kolejna próba napastnika Podhala, tym razem z linii szesnastego metra, została zablokowana.
Nowotarżanie grali nerwowo, mieli problemy z utrzymaniem się przy piłce i zbyt łatwo tracili ją w ofensywie. W ich poczynaniach brakowało płynności oraz pewności siebie. Tuż przed przerwą przypadkowa akcja mogła przynieść prowadzenie Resovii. Szkiela znalazł się w dogodnym położeniu, ale piłka po odbiciu od jednego z zawodników Podhala przeleciała nad poprzeczką.
Druga połowa rozpoczęła się od niecelnego uderzenia Ortiza. Obraz gry nie uległ jednak większej zmianie. Spotkanie nadal było rwane, szarpane i pełne prostych strat. Groźniej prezentowali się przyjezdni, którzy szukali swoich szans przede wszystkim po szybkich kontratakach.
W 55. minucie Resovia stworzyła najlepszą do tej pory okazję. Chojecki oddał mocny strzał, ale kapitalną interwencją popisał się Frątczak, ratując swój zespół przed utratą gola.
Pięć minut później prowadzenie objęło Podhale. Z rzutu wolnego z około 20 metrów uderzył Vosko. Bramkarz Resovii odbił piłkę przed siebie, a Kurzeja dopadł do niej jako pierwszy i skuteczną dobitką trafił do siatki.
Zdobyta bramka nie uspokoiła jednak gry gospodarzy. W ich poczynania ponownie wkradła się nerwowość. Pojawiły się niewymuszone straty i niedokładne zagrania, które pozwalały Resovii coraz częściej zbliżać się do bramki Frątczaka. W 71. minucie w znakomitej sytuacji skiksował Ortiz, który nie trafił czysto w piłkę z kilku metrów. Osiem minut później ten sam zawodnik ponownie znalazł się w dogodnym położeniu, ale nie wykorzystał swojej szansy.
Goście dopięli swego w 83. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej w polu karnym wyskoczył Silny i strzałem głową doprowadził do wyrównania.
W końcówce oba zespoły miały jeszcze swoje okazje. Silny był bliski zdobycia drugiej bramki, ale po tej akcji nabawił się urazu i musiał opuścić boisko. Po drugiej stronie odpowiedział Baniowski, którego uderzenie minęło bramkę Resovii.
NKP Podhale Nowy Targ – Resovia Rzeszów 1:1 (0:0)
1:0 Kurzeja, 1:1 Silny 83
NKP Podhale: Frątczak – Salak, Vosko, Seweryn, Rubiś (77. Baniowski), Bród (77. Mikołajczyk), Nowak, Lipień, Kubik (58. Surzyn), Kurzeja (77. Kołtański), Marcinho (66. Sobczak).
Resovia: Bochniarz – Banach, Kuzera, Ortiz, Letniowski, Zimnicki (72. Jaroch), Chojecki (72. Silny, 90. Grasza), Geniec, Oko, Romanowski, Czyżycki (26. Szkiela).
Sędziował Paweł Maćkowiak ze Szczecina. Żółte kartki: Marcio – Oko, Czyżycki, Chojecki, Ortiz. Widzów: 600