Na 1/16 finału zakończyła się przygoda piłkarzy NKP Podhale Nowy Targ z STS Pucharem Polski. Nowotarżanie przegrali na wyjeździe z ligowym rywalem, Sokołem Kleczew 1:2. Pozostaje spory niedosyt, bo przeciwnik był w zasięgu podopiecznych Tomasza Kuźmy, a awans do najlepszej szesnastki rozgrywek wydawał się realnym celem. Niestety, liczne błędy, szczególnie w pierwszej połowie, mocno skomplikowały sytuację Podhala. Mimo ambitnej próby odrobienia strat po przerwie, nowotarżanom nie udało się odwrócić losów spotkania.
Trener Podhala Tomasz Kuźma zdecydował się na prawdziwą rewolucję w wyjściowym składzie. W porównaniu z ostatnimi spotkaniami ligowymi postawił na niemal całkowicie nowe zestawienie. Jak pokazały boiskowe wydarzenia, eksperyment nie przyniósł oczekiwanego efektu.
Już pierwsze minuty zwiastowały problemy. W 3. minucie po szybkiej kontrze gospodarzy Śpiewak znalazł się w sytuacji sam na sam ze Styrczulą. Bramkarz Podhala popisał się jednak znakomitą interwencją i uratował swój zespół przed stratą gola.
Nowotarżanie od początku sprawiali wrażenie mocno zagubionych. Mieli ogromne problemy z konstruowaniem składnych akcji ofensywnych, mnożyły się niedokładne podania, a utrzymanie się przy piłce przychodziło im z dużym trudem. Irytujące były również próby wymuszania fauli, na które arbiter nie dawał się nabierać. Zamiast płynnej gry i szukania piłkarskich rozwiązań, w poczynaniach gości dominowały chaos i nerwowość.
W 13. minucie Podhale samo sprokurowało sobie pierwszego gola. Seria prostych błędów w okolicach własnego pola karnego zakończyła się strzałem Dudzińskiego. Styrczula zdołał jeszcze sięgnąć piłki, ale ta po jego rękach wpadła do bramki.
Stracony gol na moment podziałał na nowotarżan mobilizująco. Podhale zaczęło grać odważniej, częściej gościło na połowie przeciwnika i wywalczyło kilka stałych fragmentów gry. Pod bramką Sokoła robiło się momentami gorąco, ale brakowało jakości w decydujących momentach.
W 29. minucie nieznacznie pomylił się Vosko, który próbował zaskoczyć bramkarza gospodarzy uderzeniem z rzutu wolnego. Później Podhale miało serię rzutów rożnych, jednak ich wykonanie pozostawiało bardzo wiele do życzenia. Co gorsza, po źle rozegranych stałych fragmentach gry gospodarze potrafili wyprowadzać groźne kontrataki.
W 37. minucie dobrą okazję do stworzenia zagrożenia miał Surzyn. Przedarł się w pole karne i z okolic linii końcowej próbował dograć piłkę na piąty metr, ale zrobił to niedokładnie.
Minutę później nastąpił kolejny pokaz defensywnej niefrasobliwości Podhala. Po serii błędów, momentami wręcz kuriozalnych, Śpiewak zdecydował się na uderzenie z około 35 metrów. Piłka przelobowała wysuniętego Styrczulę i wpadła do siatki. Było już 2:0 dla Sokoła.
Przed przerwą nowotarżanie próbowali jeszcze odpowiedzieć. Po rzucie rożnym dobrą okazję miał Vosko, ale nie trafił w światło bramki. W 43. minucie mocno zza pola karnego uderzył Rubiś, jednak bramkarz gospodarzy nie dał się zaskoczyć.
W przerwie trener Kuźma zdecydował się na pierwszą zmianę. Bróda zastąpił Vaclavik. Początek drugiej odsłony przyniósł zdecydowanie większą aktywność gości, którzy ruszyli do odrabiania strat.
W 49. minucie Podhale przeprowadziło jedną z ładniejszych, składnych akcji w tym spotkaniu. Niestety jej finalizację zepsuł Lipień. Chwilę później ten sam zawodnik ponownie znalazł się w dogodnej sytuacji. Tym razem oddał strzał z około 16 metrów, ale piłka trafiła w stojącego na jej drodze obrońcę.
Przez kilka pierwszych minut drugiej połowy nowotarżanie rzeczywiście mogli dawać nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Atakowali z większą determinacją, spychali gospodarzy do defensywy i szukali kontaktowego trafienia.
Z czasem jednak ich napór osłabł. Mecz ponownie się wyrównał, a Sokół odzyskał kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Podhale znów miało problemy z nadaniem swoim akcjom odpowiedniego tempa i stworzeniem rzeczywistego zagrożenia.
W 61. minucie Kuźma sięgnął po kolejne zmiany. Na boisku pojawili się Sobczak, Kołtański i Kubik, którzy zastąpili odpowiednio Surzyna, Gozdeckiego i Mikołajczyka.
Tymczasem to gospodarze byli bliżsi kolejnego trafienia. W 65. minucie po uderzeniu głową jednego z zawodników Sokoła piłka minimalnie minęła bramkę Styrczuli. Zaledwie kilkadziesiąt sekund później gospodarze mieli kolejną, tym razem stuprocentową okazję. Znów po fatalnym zachowaniu defensywy Podhala przed szansą stanął Tkaczyk, ale w sytuacji, w której trudno było nie zdobyć bramki, nie trafił do siatki.
W 70. minucie na murawie pojawił się jeszcze Talar, zastępując Lipienia. Kolejne zmiany nie odmieniły jednak zasadniczo obrazu gry. W poczynaniach Podhala było coraz mniej wiary w odwrócenie niekorzystnego wyniku. Goście nadal wywalczali stałe fragmenty gry, lecz ich wykonanie było wręcz irytująco niedokładne. Kolejne dośrodkowania nie przynosiły żadnego zagrożenia.
Wreszcie w 81. minucie pojawił się promyk nadziei. Po dograniu Marcinho z bocznego sektora boiska najwyżej do piłki wyskoczył Vosko i skutecznym uderzeniem głową zdobył kontaktową bramkę!
Gol poderwał nowotarżan do kolejnego zrywu. Podhale rzuciło się do ataku, szukając wyrównania, ale nawet w tych ostatnich minutach w grze gości było zdecydowanie więcej nerwowości niż spokoju i pomysłu.
W 89. minucie pojawiła się znakomita okazja, by doprowadzić do dogrywki. Podhale wywalczyło rzut wolny z około 18 metrów, niemal na wprost bramki gospodarzy. Do piłki podszedł Sobczak, jednak wykonał stały fragment gry fatalnie. Uderzył nonszalancko, prosto w mur, marnując jedną z ostatnich szans na uratowanie wyniku.
W doliczonym czasie gry Sokół mógł jeszcze przypieczętować zwycięstwo trzecim trafieniem, ale Kostewycz nie wykorzystał dogodnej sytuacji.
Sokół Kleczew – Podhale Nowy Targ 2:1 (2:0)
1:0 Dudziński 14, 2:0 Śpiewak 38, 2:1 Voško 81
Sokół: Wójcik – Zimmer, Marcinkowski, Szymocha, Książek (57 Kostewycz) – Adamski (57 Tkaczyk), Piotrowski, Ławrynowicz (73 Kosiba), Dudziński, Juszczyk – Śpiewak (81 Dari).
Podhale: Styrczula – Salak, Voško, Seweryś – Rubiś, Mikołajczyk (63 Kubik), Bród (46 Václavik), Surzyn (63 Kołtański), Gozdecki (63 Sobczak), Lipień (70 Talar) – Marcinho.